Zapewne nie raz spotkaliście się ze znakiem „zdrowa stopa” kupując buty dla dzieci. Ten znak to „uśmiechnięta” stópka złożona z czarnych kółeczek z również czarnym napisem ZDROWA STOPA – wszystko na żółtym tle. Znak jest zastrzeżony i nadawany obuwiu przez Instytut Przemysłu Skórzanego Oddział w Krakowie podlegający Ministerstwu Gospodarki. Nie jest to więc żadna inicjatywa prywatna mająca promować określone marki, tylko instytut prowadzący badania naukowe nad szeroko pojętym obuwnictwem, niezależny od firm i bezstronny.
Znak „Zdrowej stopy” może otrzymać wyłącznie obuwie, które rzeczywiście dba o prawidłowy rozwój i funkcjonowanie stóp dziecka do 15 roku życia. Jak informuje Instytut, oceny obuwia dokonuje ortopeda, antropolog, konstruktor obuwia, technologii i materiałoznawca. Znak ten to nie tylko prestiż dla producentów i importerów obuwia, ale także informacja dla rodziców, o tym, że dane obuwie jest odpowiednie dla stóp ich dziecka. Producenci i importerzy mogą do Instytutu zgłaszać swoje obuwie, a on ocenia je nadając znak lub nie, jeśli nie spełnia norm z określonego zakresu specjalistów oceniających buciki.
Niestety obuwie z tym znakiem przez większość rodziców jest odbierane jako drogie, zwłaszcza biorąc pod uwagę szybko rosnącą nóżkę dziecka. Osobiście uważam, że warto kupić mniejszą ilość obuwia, za to dobrego gatunkowo, tak żeby w przyszłości dziecko nie miało problemów z nóżkami.
Oczywiście można powiedzieć, że kiedyś tego znaku nie było i dzieci chodziły w takich butach, jakie się dostało. To prawda, ale jednak wtedy obuwie było wykonane staranniej i porządniej, głównie przez kontrolowane rodzime przedsiębiorstwa. Nie było takiego natłoku byle jak zrobionych i wykonanych z niezdrowych materiałów produktów. Wtedy większość butów, zwłaszcza dla małych dzieci miała wkładki ortopedyczne, teraz nie ma ich.
Tak czy inaczej myślę, że warto zainwestować w takie buciki. Weźcie też pod uwagę, że dziś w szkołach nie sprawdza się nóżek dzieci. Zapewne byłoby to naruszenie ich dóbr osobistych 😉 Przez to problem nieleczonego płaskostopia i koślawości może być większy niż kiedyś. Po prostu rodzicom nie ma kto zwrócić uwagi na problem, a sami również mogą go nie dostrzec w porę. Dlatego, tak jak kiedyś warto od czasu do czasu pomalować dziecku nóżki i odbić na kartce.
A więc odpowiedź na pytanie z tytułu moim zdaniem brzmi: TAK.
