Nie da się ukryć i nie da się tego uniknąć… Co byśmy nie robili nie da się uniknąć zwiększonych wydatków przed świętami. I nie chodzi tylko o to, że więcej wydaje się na święta i o urocze powiedzenie „nie ruszaj, to na święta”. Choć to też, cóż poradzić, jak gdzieś w głowie tkwi myśl, że na święta wszystko musi być lepsze. Sprzątając dom czy mieszkanie, zawsze okazuje się nagle, że coś by się przydało, coś trzeba by zmienić. Ja – na przykład – w tym roku odkryłam, że potrzebna, mi szafa do sypialni. Dlatego więcej czasu poświęcamy na gotowanie i pieczenie, mimo że później żałujemy, że wszystkiego było za dużo i co tu teraz z tym robić. Mimo, że narzekamy, że później zamiast jeść świeże, wyjada się resztki, itd. Pocieszające jest tylko to, że nie jest to wymysł obecnych czasów, bo przecież od wieków hołdowało się zasadom innego menu w święta, świątecznej zastawy na stole, wysprzątanego i ozdobionego domu. Dzisiaj tylko w imię zwiększonej sprzedaży doprowadzamy to do absurdów. A największą bolączką w większości domowych budżetów są prezenty. I jeszcze pół biedy, gdy są one trafione. Gorzej, gdy nie są.
A tymczasem w reklamach zapewniają nas w kółko, że idą święta więc „trzeba mieć gest”. I tak ogłupione społeczeństwo wykupuje przed świętami różnoraki sprzęt RTV, bo telewizja to też u nas świętość, a Kevina trzeba mieć na czym oglądać 😉 … Pustoszymy też półki z zabawkami i wieszaki z ciuchami, choćby tymi jednorazowymi, z wzorami typowo świątecznymi, których poza „sezonem” się nie ubierze. Ma to ten plus (z punktu widzenia sklepów), że jak ktoś potrzebuje np. sweterka do pracy to kupi drugi, bo przecież nie będzie nosił z bałwankiem.
A ja tymczasem robiąc porządki, doszłam do wniosku, że brakuje mi miejsca na rzeczy. Mam za dużo komód w domu i co za tym idzie, dużo niewykorzystanego miejsca „powyżej”. Marzy mi się więc jakaś szafa do sypialni, najchętniej sosnowa, bo moje łóżko sosnowe „odstaje” stylistycznie od pozostałych mebli. Przy okazji odciążyłabym szafę w przedpokoju, która pęka w szwach, bo poza standardowymi rzeczami, które muszą w niej wisieć, czyli kurtkami i płaszczami, musi pomieścić rzeczy, które mogłyby, a nawet powinny wisieć sobie spokojnie w sypialni, jak np. koszule, marynarki, sukienki czy bluzki.
Tylko jak „upchnąć” przed świętami tak duży wydatek? Dodam jeszcze, że przedświąteczne reklamy sławiące kredyty i pożyczki mnie kompletnie nie przekonują. Nie mam zamiaru spłacać świąt przez pół roku, tym bardziej, że za 3 miesiące będą następne, w międzyczasie jeszcze ferie, a wkrótce później wakacje. No i nie zapominajmy o urodzinach i imieninach, a zatem w niemal każdym miesiącu jakieś dodatkowe wydatki. Ech, chyba trzeba będzie niestety przełożyć te plany na czas bardziej sprzyjający, np na kwiecień lub maj, co ma ten plus, że przy okazji odświeży się pokój i odmaluje.
A swoją drogą: ciekawe czy w tym roku święta będą śnieżne?
