Szara strefa a klauzula obejścia przepisów prawa podatkowego

Kategorie

Tak sobie myślę, że u nas szara strefa wygląda podobnie jak w Grecji. I podobnie jak tam niewiele się robi, żeby ją zlikwidować, a przepraszam – u nas mniej. Dziś czytałam, że ma być wprowadzona klauza dotycząca obejścia prawa podatkowego. Jak dla mnie to pójście w zupełnie złym kierunku, bo: 1. klauzula ma na celu ukaranie firm działających (jak by nie patrzeć) zgodnie z przepisami,
2. klauzula wzbudzi jeszcze większą nieufność obywateli do państwa,
3. na obywateli przerzuca się odpowiedzialność za źle napisane prawo,
4. karane będą firmy normalnie, legalnie działające, czyli te, do których jest najlepszy dostęp, pozostawiając nadal szarą strefę w spokoju, bo przecież łatwiej znaleźć coś na kogoś kto działa legalnie, w określonym miejscu, prowadząc księgi rachunkowe, niż kogoś kto działa nie wiadomo gdzie i nie odprowadza podatków. W ten sposób nadal ogromna ilość pieniędzy – i z podatków i z ZUS – pozostanie poza budżetem.

A dlaczego uważam, że problem jest tak duży? Otóż:
1. „firmy” nie odprowadzające podatków ani składek ZUS stanowią nieuczciwą konkurencję, zaniżając ceny na rynku, co nie sprzyja rozwojowi legalnej działalności i podnoszeniu poziomu zatrudnienia. Jednocześnie powodują więcej sporów sądowych, bo klienci przyzwyczajeni do takich pseudo firm, myślą, że tak samo mogą postępować z firmami legalnie działającymi i po prostu mogą nie płacić, przeważnie za usługi.
2. działalność takich „nielegalnych firm” jest często tolerowana przez władze. Czy słyszał ktoś o tym, żeby ścigano kopaczy w tzw. biedaszybach o zapłatę podatków i ZUSu? Albo freelancerów oferujących swoje usługi w internecie? 3. ostatnio znajomy szukał pracy. Odpowiedział na 4 ogłoszenia z internetu oferujące „umowę o pracę na cały etat”. Wszystkie – jak się okazało – chciały go „zatrudnić” na czarno, a nie na umowę. W tych firmach, które bliżej poznał, a które działają na rynku od wielu lat albo ludzie pracują na czarno, albo na umowę zlecenie za minimalną stawkę, albo na umowę o pracę na szczątkową część etatu („szczęśliwcy”), pracując de facto ponad 8 godzin dziennie i otrzymując resztę „pod stołem”. To dowodzi jednoznacznie, że koszty pracy są zbyt wysokie, kontrole PIPu kuriozalne a kary na tyle niskie, że nie odstraszają. Gdyby było inaczej – niższe koszty pracy, PIP nakazywałby zawarcie umów o pracę, tam gdzie faktycznie wykonywane czynności spełniają definicję pracy, a kary byłyby odstraszające, do budżetu wpływałoby dużo, dużo, dużo więcej środków.

Ale po co się wysilać, skoro można po raz kolejny zedrzeć z firm, które działają na rynku…

Po co starać się o opodatkowanie światowych gigantów, którzy od Polaków czerpią zyski np. z reklam, skoro można ściągnąć z polskich firm, które – po zsumowaniu wszystkich danin – płacą ich ok. 60-70 procent. Po co ścigać banki, które doprowadziły do kryzysu (niech się amerykański skarb państwa bogaci nakładając na nich kary), nasi politycy wolą poprzeć ich interesy.

Ech, zdaje się, że Bismarck napisał coś w rodzaju: pozwólcie Polakom, żeby sami rządzili, a się wykończą. Nadal aktualne…