Miłośnicy pięknej, słonecznej, upalnej i bezdeszczowej pogody mieli w tym roku dobrze. Przez całe lato, a nawet wiosną pogoda dopisała. Zresztą nadal jest ciepło, bo 25 stopni jak na wrzesień to całkiem sporo. Opadów nadal brak. Tam gdzie trawniki nie są podlewane, zostało z nich suche siano. Podobnie z innymi roślinami. Mimo, że nadal mamy lato, z drzew opadają już liście. A wszystko przez suszę – jak widać nawet dość głęboko pod ziemią, tam gdzie docierają korzenie drzew, jest problem ze zdobyciem wody. Skutek – straty w rolnictwie, wyższe ceny warzyw i owoców, bo mniej ich. No i nie wiadomo czy w tym roku będą grzyby. Kiedyś pamiętam chodziłam na prawdziwki w lipcu. Tegoroczny lipiec był jednak tak suchy, że nie było sensu wchodzić do lasu. Przynajmniej nie w celu poszukiwania grzybów. W ten sam sposób minął sierpień, chociaż nie – w tym przypadku było jeszcze gorzej, bo od końca lipca przez miesiąc praktycznie codziennie mieliśmy temperaturę powyżej 30 stopni i ani kropli deszczu. Oczywiście wiele osób pewnie powie, że brak grzybów to pikuś w porównaniu z tym, że niektórzy nie mają wody w kranie, czy też nie mogli zebrać posianych czy posadzonych roślin. To prawda, ale jednak miło byłoby pochodzić po jesiennym lesie i coś „znaleźć”. Może chociaż październik się deszczowo odkuje i będą opieńki. Jedyne pocieszenie w tej sytuacji to niemal całkowity brak komarów. W tym roku ani razu nie zdarzyło mi się włączyć trutki na komary, co jest naprawdę ewenementem. Nie pamiętam kiedy mi się to ostatnio zdarzyło… chyba wtedy, gdy nie były jeszcze dostępne na rynku. Oby suche lato było zwiastunem śnieżnej zimy. Przynajmniej dzieci będą miały radochę, a topniejący śnieg lepiej niż deszcze uzupełni deficyty wody.
