Świnka fit, czyli bardzo chora świnka morska

      Brak komentarzy do Świnka fit, czyli bardzo chora świnka morska

Kategorie

Dziś będę kontynuować temat chorej świnki morskiej. Może komuś ta wiedza się przyda. Ja do dziś się nie mogę nadziwić, że ona tak zachorowała i że z tego wyszła. A przynajmniej tak mi się wydaje, bo wygląda już znacznie lepiej. Z wagi konkretnego prosiaka – na pewno powyżej 1,2 kg – zeszła do 480 g… To był po prostu szkielet z zapadniętymi oczkami, bez chęci do życia. Trzeba było ją karmić strzykawką przez ponad 3 miesiące.

W tym czasie miała przycinane ząbki i to kilka razy, podawane kroplówki, lekarstwa i robione badania. Poza ząbkami – okazało się – że ma też problemy z tarczycą… Serio… Tego bym się po śwince morskiej (czy też karwi domowej, jak kto lubi) nie spodziewała. Oczywiście w związku z problemami z jedzeniem, pojawiły się też problemy z brzuszkiem i powstało takie samonapędzające się chorobowe kółeczko.

Kółeczko męczące, trudno wyleczalne i nie tanie. Ale już jest ok. Teraz świnka waży ok. 800 g. Nie jest to jej wcześniejsza waga, ale wygląda ok. Przez to, że schudła zrobiła się taka świnka fit, jak ją nazwaliśmy. Biega i podskakuje dużo bardziej niż kiedyś i dużo głośniej i częściej się wydziera. Na zasadzie: jak mnie już uratowaliście, to mnie karmcie. Co poradzić? Karmimy. Nie wypada odmówić, bo znów się zbuntuje.

A skoro zrobiłam już porządek z ząbkami świnki, to teraz pora na moje. W ostatnim czasie, z nadmiaru zajęć odkładałam wizyty u stomatologa, aż dopadła mnie zemsta „Tuten-ząbkora”, kiedy byłam nad morzem. Na szczęście tym razem nie byliśmy w żadnej wiosce, więc udało się ogarnąć dentystę. Przy okazji mogę polecić ten gabinet: stomatolog Kołobrzeg. Bardzo profesjonalne podejście do pacjenta, nawet tego spanikowanego 😉 Po powrocie zarejestrowałam się od razu do nas, ale trochę to jeszcze potrwa zanim ogarnę całe swoje uzębienie.

Mam nadzieję, że nie schudnę przy okazji jak moja świnka fit, choć trochę może i by się przydało. W zasadzie znam tylko jedną osobę, która, gdy jej powiedziałam „ty chyba trochę przytyłaś” (tak mi się jakoś wypaliło), pobiegła w podskokach ucieszona do lustra pooglądać figurę… Jak widać i takie przypadki w przyrodzie się zdarzają 😉 Niestety mnie to nie dotyczy. Na pocieszenie mam ostatnio tyle energii co moja fit-świnka 🙂