Jak co roku w wakacje czeka nas jakiś mniejszy lub większy remont. W tym roku na szczęście mniejszy. Trzeba odmalować jeden pokój. Uff… Mam nadzieję, że sprawę da się załatwić w miarę szybko. Przy ostatnim malowaniu daliśmy się skusić na farbę lateksową, które teraz dominują na rynku. Miała być super, extra. Przed zakupem pytałam sprzedawcę czy jest to na pewno dobra farba, oddychająca, żeby mi się żadna wilgoć nie robiła. Zapewniał, że tak.
W zimie zauważyłam na ścianie jakiś dziwny nalot. Okazało się, że zbiera się na niej wilgoć. Zaprzyjaźniony budowlaniec powiedział, że jest problem z oddychalnością farb lateksowych, że u siebie miał podobny przypadek, kiedy po odklejeniu farby – bo schodzi płatami jak gumowa warstwa, okazało się, że jest pod nią wilgoć! Postanowiłam więc w tym roku coś z tym fantem zrobić. Do końca jeszcze nie wiem co, bo nie da się tego zmyć, ani nie ma żadnych środków do usuwania farb lateksowych. Jeśli jest tego gruba warstwa, można ją podobno odkleić. U nas jest za cienka. Sprawdzałam. Nie da się. Pozostaje więc szpachelkowanie całego pokoju, kładzenie gładzi i ponowne malowanie. Tragedia. Mam nadzieję, że wymyślę coś prostszego.
Przy okazji chcę zamówić jedną szafkę do wnęki, którą mamy w tym pokoju. Na wymiar, bo „dziura” jest niewymiarowa, a poza tym wymyśliłam sobie swoiste zestawienie szafek, regału i takiej kombinacji półek. Koleżanka polecała tę firmę: meble na zamówienie Warszawa. Zapytam i zobaczymy co z tego będzie. Ale to po malowaniu.
W sumie dziwnie z tym lateksem wychodzi. Myślę, że za kilka lat te farby – z uwagi na problemy z chłonnością i usuwalnością – znikną z rynku, ale ile problemów narobią wcześniej użytkownikom, to nasze. Ech, kto by pomyślał, że tak to wyjdzie. Bardzo stare farby były oparte na kredzie. Brudziły, ale nie wilgotniały. Późniejsze, akrylowe straciły na popularności przez „aksamitny” lateks. Tia, coś za coś. W tym wypadku – wygląd za kłopoty z wilgocią.
