Weszłam dziś na mojego bloga i pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy to ta, że mój ostatni wpis jest przedwojenny… Nie sądziłam, że w swoim życiu będę miała okres – jak dziadkowie – przedwojenny, wojenny i powojenny. 24 lutego Rosja i Białoruś napadły na Ukrainę rozpoczynając wojnę w Europie. I można by rzec, że to nie jest dla mnie okres przedwojenny, bo na terenie Polski nie ma wojny, jednakże nas to także dotyczy.
Uchodźcy z Ukrainy trafiają głównie do Polski, Polacy pomagają im jak mogą. Są i tacy, którzy na ochotnika zaciągają się do ukraińskiej armii jako Legia Cudzoziemska. Inni organizują transport i nadal jeżdżą na tereny objęte wojną z pomocą humanitarną i zabierając ludzi z bombardowanych terenów. Tak, nas też dotyczy ta wojna. Choć nie grozi nam bezpośrednie niebezpieczeństwo, to jednak dotykają nas jej skutki. I dlatego uważam, że mój poprzedni wpis był przedwojenny.
W strasznych czasach przyszło nam żyć. Oby znalazło się w Rosji wystarczająco dużo ważnych ludzi, żeby obalić Putina i jego bandę i zrobić porządek. Dla dobra wszystkich, także samej Rosji.
Skutki tej wojny, które odczują wszyscy Polacy to także:
– niemal galopująca inflacja,
– drastycznie rosnące raty kredytów: złotowych (ze względy na podwyższenie stóp procentowych przez NBP) i walutowych (ze względu na słabnącą złotówkę),
– problem eksporterów, którzy wysyłali towar do Rosji,
– problem z bezrobociem – bo uchodźcy chcą tu pracować (co zasadniczo jest dużym plusem, ale na pewno spowoduje wzrost bezrobocia),
– wiele innych, które wyjdą w trakcie.
