Dziś trwa kolejny dzień festiwalu filmowego w Cannes, który w tym roku odbywa się już po raz 70-ty. Choć może należałoby zastanowić się nad przemianowaniem jego nazwy na festiwal mody i filmów w Cannes. Ewentualnie samej mody. Odnoszę wrażenie, że coraz mniej widoczne są na nim „gwiazdy” kina, a coraz bardziej „satelity”. Mam tu na myśli piosenkarki, modelki, blogerki, celebrytki… To tego, kto się pojawił i jak wyglądał dotyczy przeważająca część artykułów poświęconych festiwalowi.
A to, że coś tam powinno dotyczyć kina i filmów to się robi szczegółem. Filmy zdecydowanie schodzą na dalszy plan. W tym roku tym mocniej utrwali się ten zwyczaj, gdyż ponoć ze świeczką szukać naprawdę dobrych filmów. Dodam, że jest to opinia mniej lub bardziej profesjonalnych krytyków filmowych. Osobiście w Cannes nie jestem i nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć. I pewnie nigdy nie będę mogła, bo przypuszczam, że ponad 90 procent filmów nie zostanie puszczona w naszej telewizji.
Festiwal stał się też niestety pretekstem do podania zmanipulowanych informacji w TVP. Tym razem „news” dotyczył polskiego filmu, który został jakoby entuzjastycznie przyjęty na festiwalu, a który nawet nie został w ramach niego wyemitowany. Od razu stanęły mi przed oczyma wiadomości w telewizji północnokoreańskiej o sukcesach ich drużyny w piłce nożnej na olimpiadzie czy mistrzostwach świata (sorry, nie oglądam meczy więc nie odróżniam), w których ich reprezentacja w ogóle nie brała udziału… Nie sądziłam, że w dzisiejszych czasach w państwie należącym do UE może się zdarzyć taka propaganda.
A wracając do festiwalowej mody, to dlaczego, dlaczego, dlaczego znów wróciły koronki? Przecież one są dobre na bieliznę, jakieś wstawki, ale nie na całe suknie skąpo podszyte od spodu. Raz, że są poszerzające, dwa że pokazują tak jakoś brak klasy. Bo moda modą, ale jest różnica pomiędzy korzystaniem z niej, a byciem jej ofiarą.
To tak jak z wieloma drogimi butami czy torebkami. Nieważne, że są potwornie brzydkie, ważne że są drogie, więc jest lans. I nieważne czy ten lans dotyczy podlotków, którym marzy się „praca” celebrytki, czy podstarzałych pań po kilku zabiegach medycyny estetycznej, które uważają, że ich wiek biologiczny wskazuje, że są podlotkami. Tak czy inaczej mam nadzieję, że moda na koronki skończy się wraz z końcem bieżącego sezonu.
