Dawno, dawno temu – niestety tak należałoby zacząć. A zatem: dawno, dawno temu mój wujek jeździł na ryby i czasem zabierał mnie ze sobą. Było fajnie, tak w nocy spakować kanapki, termos, wędki, zebrać rosówki i pociągiem pojechać nad jezioro. Co prawda nie można się było wyszaleć: wybiegać, popływać i w ogóle pohałasować, ale takie wyprawy miały swój tajemniczy urok.
Najfajniej było, jak nie musieliśmy się spieszyć z powrotem, wujek wypatroszył ryby, zrobiliśmy ognisko i je upiekliśmy. Później niestety wujek zmarł i cały sprzęt po nim powędrował na strych cioci. W te Święta odwiedziliśmy ją. Powiedziała, że w tym roku zamierza zmienić dachówki i przygotowuje się pomału do tego przedsięwzięcia opróżniając strych. Oczywiście – ze względu na wiek – nie biega z rzeczami sama. Ale wszystko wymaga jej akceptacji, bo lubi panować nad sytuacją, a zwłaszcza nad swoimi skarbami. Siedzi więc na krześle i daje „okejki” na wyrzucenie rzeczy, albo nakazuje zniesienie czegoś na dół czy przeniesienie do piwnicy. Przy okazji wiele skarbów zmieniło właścicieli, bo co chwilę komuś coś tam się spodoba i chce wziąć, a że ciocia co prawda wyrzucać nie lubi, ale wie, że skoro coś wylądowało na strychu, to znaczy, że niezbędne do życia jej nie jest, więc można spokojnie podarować takie coś chętnemu. Tym sposobem, znalazł się też stary sprzęt wędkarski wujka. Ponieważ dzieci cioci nie lubiły jeździć z wujkiem na ryby, a wnuki nie doczekały się takiej propozycji, a poza tym wyniosły z własnych domów „prawdę”, że wędkowanie jest nudne, nikt z nich nie był zainteresowany tą schedą po wujku. Ale… cioci przypomniało się, że ja kiedyś jeździłem z wujkiem na ryby i że bardzo mi się podobało. Zapytała więc czy chcę sprzęt po wujku. Oczywiście, że chciałem, a więc dostałem w tym roku pięknego Zająca, Królika, czy co tam się dostaje (w zasadzie u nas w rodzinie nie ma zwyczaju obdarowywania się na święta wielkanocne). Od tygodnia przeglądam te cuda, czytam fora, żeby poznać techniki wędkowania i nowości. Muszę też kilka rzeczy wymienić i dokupić. Już znalazłem fajny i pomocny internetowy sklep wędkarski, w którym bardzo liczę na pomoc jego pracowników. Jeszcze tylko przede mną trochę nauki, wyrobienie karty wędkarskiej, z czym zamierzam wyrobić się przed urlopem, bo już zapowiedziałem rodzinie, że w tym roku wyjeżdżamy nad jezioro. Dzieciaki się cieszą, a że żona lubi ryby, więc też nie powinna narzekać. O ile okażę się sprytniejszy od ryb i uda mi się kilka złapać 🙂
