Można by optymistycznie powiedzieć, że mamy fajną pogodę. Ani jeden listek nie drży na wietrze. Co prawda pesymista od razu zauważyłby, że to dlatego, że liści na drzewie już nie ma, ale zdanie zostało wypowiedziane i fama o spokojnej pogodzie poszła. To niemal tak, jak z Oceanem Spokojnym, który przy pierwszej podróży był spokojny, więc otrzymał to miano, ale to był czysty fart.
A zmieniając temat: wczoraj wyjęłam ze skrzynki ulotkę dotyczącą światłowodu, który został ponoć u nas położony i można go zamówić. Zastanawiam się tylko jak to jest z tą prędkością. Czy na pewno jest tak duża? A może to ściema i np. jest to prędkość dla całego naszego bloku, ale w zależności od ilości użytkowników jest później dzielona i summa summarum zwalnia? Kolega mówił, że ma też znaczenie czy mamy położony światłowód jednomodowy czy wielomodowy. Nie mam pojęcia jaki, ale jeszcze przez prawie pół roku jestem związana umową z dotychczasowym dostawcą internetu, więc teraz tego nie zmienię. Ale mam czas, więc chyba warto się zastanowić i dopytać zarówno konkurencyjnego dostawcy, który nam zostawił ulotkę, jak i sąsiadów.
Swoją drogą, czasem jak wchodzę na jakieś strony internetowe to mam wrażenie, że w ich przeglądaniu nie pomoże mi żaden światłowód. To w nich tkwi problem. Są albo zbyt rozbudowane, albo źle zbudowane. Być może jest to kwestia zamieszczenia zbyt dużej grafiki. A może po prostu są umieszczone na kiepskich serwerach na drugim końcu świata. Bez względu na przyczynę – mają wiele wspólnego z reklamami puszczanymi w telewizji w czasie filmów. Znaczy w oczekiwaniu na wczytanie można iść sobie zrobić herbatę, albo przełączyć na inny program – w tym wypadku na inną stronę www. Która de facto też jest programem 🙂
Jedyne co mnie zniechęca do nowego netu, to kolejne kable w mieszkaniu. Nie znoszę tej kabelkozy. Mam nadzieję, że się zmieszczą w listwach i nie będzie potrzeby większego kombinowania. Oby. Nie da się ukryć, że jesteśmy uzależnieni już nie tylko od prądu, ale i od internetu. I właściwie nic na to nie poradzimy, bo trudno zrezygnować z rzeczy, które się po prostu lubi… Takie czasy.
