W ostatnim czasie miałam okazję obejrzeć sobie kilka studenckich planów zajęć. Większość z nich dotyczyła prywatnych uczelni, ale były i publiczne uniwersytety. Wszystkie plany były przygotowane dla studiów stacjonarnych. I powiem szczerze: nie wiem czy jestem bardziej zdziwiona czy rozczarowana.
Plany zajęć na studiach dziennych
Otóż, studia stacjonarne nie obejmują zajęć od poniedziałku do piątku, lecz np. poniedziałek, wtorek i czwartek. Do tego zajęć jest naprawdę mało, szczególnie na uczelniach prywatnych. Uczelnie te uzasadniają to tym, że student musi przede wszystkim zdobywać doświadczenie zawodowe i wysyłają na praktyki. Tylko, że w końcu idzie się tam po to, żeby też poznać teorię i za prezentowanie tej teorii w końcu się płaci. I to nie mało. Dodatkowo w niektóre dni przeprowadza się nauczanie zdalne. A obecnie – gdy drożeją media – w ogóle straszy się przejściem w zimie na zdalne.
Jak to wygląda na stronach internetowych?
W prezentowanych na stronach internetowych informacjach na określone semestry wygląda to imponująco. Przedmioty są pięknie rozpisane. Jest też informacja czy będzie z nich zaliczenie czy egzamin. I ekstra. Gorzej to wygląda, gdy poznamy szczegóły, bo na przykład matematyka, z której ma być egzamin jest przez 1,5 godziny raz na dwa tygodnie. W takim trybie można co najwyżej polecić podręczniki, albo poćwiczyć obsługę kalkulatora, ale nie tłumaczyć matmę na poziomie akademickim. Albo to ja – na przykładzie moich studiów, które były już dość dawno temu – mam takie „skrzywione” pojęcie o studiowaniu…
Do tego z przykrością muszę powiedzieć, że organizacja studiów dla studentów polskich jest gorsza niż dla ukraińskich. Podczas, gdy ukraińscy mają już rozpiskę wszystkich zajęć (i mają prowadzony język polski), nasi studenci nie ruszyli jeszcze z językami obcymi… Bo „sprawy się skomplikowały”. W dodatku studenci nie mają za te braki obniżonej płatności. A przecież powinni mieć, skoro program nie jest realizowany.
No cóż, najwyraźniej po obniżeniu poziomu nauczania w szkołach, przyszła kolej na uniwersytety i inne uczelnie wyższe. A wielka to szkoda i – przypuszczam – że nie do odrobienia przez wiele, wiele lat.
