Jak dawniej bywało z prezentami?
W zamierzchłych (dla młodzieży) czasach ludzie bardziej cieszyli się z prezentów. Wynikało to z faktu braków różnych rzeczy. Zatem uroczystości w stylu: urodziny czy święta były okazją do uzupełnienia garderoby, „sprzętu” szkolnego, albo po prostu zjedzenia czegoś dobrego. Było to w czasach, gdy sprzedawano tabliczki czekoladopodobne, więc doceniana była także tabliczka prawdziwej czekolady. Zresztą bardziej prawdziwej niż dziś, bo bez oleju palmowego i syropu glukozowo-fruktozowego. Wtedy też królowały skarpetki na prezent lub jako dodatek do prezentu.
Po tych czasach rynek nam się otworzył… i zalał pełnym asortymentem. Przy czym znaczną ich część stanowiły tanie odpowiedniki „zachodnich” przedmiotów. Było mnóstwo podróbek, bo to czas sprzed regulacji antypirackiej. Odtąd rzeczy potrzebne do szkoły kupowało się w sierpniu i we wrześniu. Żadne dziecko nie doceniło już piórnika czy kredek pod choinkę. Oberwało się także skarpetkom. Jako prezent stały się passe, a kolorowe reklamy, które atakowały zewsząd kreowały przekonanie, że ma być „na bogato”. Do tego stopnia „na bogato”, że ożyło dawne polskie „zastaw się a postaw się” w wersji „weź chwilówkę” na święta.
Mimo, że nie trzeba było już niczego uzupełniać, bo na co dzień niczego nie brakowało… A może właśnie dlatego, na prezenty wydawać trzeba było jak najwięcej. Nawet dziś, wiele firm, idąc tym tropem reklamuje horrendalnie drogie rzeczy na prezenty świąteczne, komunijne czy z innych okazji.
A jak jest dziś?
Na szczęście coraz rzadziej ludzie dają się nabrać na pożyczki prezentowe. Zaczyna górować rozsądek i przekonanie, że liczy się pamięć i wspólnie spędzony czas, a nie wyścig o to kto wydał więcej i kto kupił bardziej „wypasione” prezenty. W ten sposób, w poszukiwaniu rzeczy oryginalnych, ciekawych, budzących uśmiech, do łask wróciły skarpety. Tym razem nie są to jednak skarpetki w wersji białej lub czarnej, tylko piękne, kolorowe skarpetki, często ze śmiesznymi wzorami lub napisami. I dlatego też, już dziś napomykam moim Mikołajom, że kolorowe skarpetki to rzecz, z której ja także bardzo bym się ucieszyła, znajdując je pod poduszką czy pod choinką 🙂
