Takie oto pytanie chodzi mi po głowie… Skąd się bierze taka popularność portali społecznościowych: facebooka, twittera, nk i innych portali skupiających dawnych znajomych i nieznajomych z klasy, podwórka, wojska, miejscowości, itd., itd.
Kiedy portale społecznościowe w Polsce raczkowały i powstała np. nk, cel był jakiś taki: odnajdźcie dawno nie widzianych znajomych, z którymi kontakt Wam się urwał, zobaczcie jak rozeszły się Wasze drogi, na pewno jesteście tego ciekawi… Kiedy jednak na nk zaczęły pojawiać się klasy obecnie uczące się w szkole, zaczęłam zastanawiać się: po co? Przecież widują się na co dzień, mogą porozmawiać w szkole i po szkole, po co komunikować się za pomocą portali?
Później pojawiły się kolejne niezrozumiałe dla mnie rzeczy:
1. dodawanie do grona przyjaciół (bez względu na portal) setek, tysięcy osób kompletnie nieznanych, z którymi nigdy wcześniej nie zamieniło się zdania i z którymi później, mimo dodania do znajomych, tego zdania się nie zamieni, bo przy takiej ilości znajomych, dnia by nie starczyło. Język jest żywym „organizmem”, jego zasady ulegają zmianom, pojęcia i ich znaczenie czasem się zmieniają, ale przyznam szczerze, że tak radykalna zmiana słowa „przyjaciel” czy „znajomy” (na znaczenie nieznajomy, ale powiązany na portalu) mi umknęła..
2. kreowanie się na kogoś kim się nie jest – wrzucanie do sieci pod swoim imieniem i nazwiskiem zdjęć innych osób, chwalenie się rzeczami, przedmiotami, podróżami, osiągnięciami, itd., które nie miały miejsca – czy to nie pokazuje jak ogromnym problemem społecznym jest niedowartościowanie wielu osób, wstydzenie się tego, kim się naprawdę jest; wpływ jakiś postaw, osób (aż trudno to nazwać) snobistycznych na ogromną rzeszę ludzi „zwykłych”? Co sprawia, że tak wiele osób boi się przyznać, że żyje w małych miejscowościach (jak większość ludzi w tym kraju), że nie co roku jeździ na wakacje, a jeśli już się wybiera, to nie do pięciogwiazdkowego hotelu w Dubaju, tylko do pensjonatu w Mielnie, że nie jeździ nowiutkim Lexusem tylko używanym Fiatem, że nie wygląda jak wyretuszowana gwiazda z magazynu, ale jak normalny człowiek którego spotykamy na ulicy?
3. pozbywanie się swojej prywatności – wrzucanie do sieci osobistych zdjęć (czasem nawet intymnych), chwalenie się dziećmi, mężem/żoną, mieszkaniem, itd.
4. kontaktowanie się ze znajomymi tylko przez sieć, a w przypadku zaproponowania spotkania w realu bronienie się brakiem czasu – przeniesienie życia do świata wirtualnego.
Pewnie można by tak przykładów mnożyć i mnożyć. Jak widać „globalizacja” oszołomiła ludzi, powodując, że nasze działania są często niezrozumiałe, nieracjonalne.
Oby nam to kiedyś nie wyszło na złe. W wielu krajach pojawiły się już firmy, które specjalizują się w dbaniu o dobrą reputację w sieci osób, o usuwanie „szkodliwych” informacji na ich temat, zarówno „wrzuconych” do sieci przez te osoby, jak i przez innych, dlatego że ludzie pod wpływem impulsu zbyt dużo zdjęć i informacji na swój temat zamieścili kiedyś w sieci, i zaczęły one „żyć własnym życiem”.
Oczywiście nie mam zamiaru demonizować portali społecznościowych. Są one na pewno „ciekawostką” umożliwiającą odnalezienie dawno nie widzianych znajomych, rozwijanie zainteresowań (np. fotograficznych), wymienianie się informacjami, przeprowadzanie różnych akcji poparcia lub niezadowolenia, dodatkowymi kanałami marketingowymi, itd. – mówiąc krótko w wielu sytuacjach okazują się bardzo przydatne.
