Działka daleko od domu

      Brak komentarzy do Działka daleko od domu

Kategorie

Niedaleko mojego domu znajduje się niezabudowana działka. Odnoszę dziwne wrażenie, że właściciele traktują ją jako swoisty śmietnik. Stoi na niej coś w rodzaju baraku. Do niedawna wyglądała nie najgorzej (przynajmniej w okresie innym niż zimowy), ponieważ  gęsto porastały ją drzewa i krzewy. Po wejściu w życie zmiany ustawy dotyczącej ich usuwania, na działce pozostało tylko kilka drzewek, na brzegach. Zostały też wykarczowane krzewy. Wygląda teraz okropnie.

O ile drzewa zostały najwyraźniej sprzedane, albo przewiezione do domu do palenia, na własny użytek, o tyle nawieziono na nią jakiś gruz. Gruzu tego są niemałe ilości. Obstawiam, że nie pochodzi on z domu właścicieli działki, tylko z jakiejś rozbiórki. Co jakiś czas pojawiają się też sterty jakiejś ziemi.

No cóż, w cywilizowanych krajach taki widok nie mógłby mieć miejsca. U nas „szanowny pan właściciel”, „szlachcic na włościach” zapewne powie, że na swoim terenie może robić co chce. Zastanawiam się jednak, czy rzeczywiście. Bo nawożona ziemia ma wpływ przecież nie tylko na odczucia estetyczne, ale także np. na gospodarkę wód, a także na stan drogi i chodnika przy działce. Podnosi się bowiem poziom terenu, sprawiając, że woda zbiera się na sąsiednich działkach. Poza tym w czasie intensywnego deszczu woda wypłukuje ziemię zmieszaną z jakimiś budowlanymi resztkami i przenosi ten muł na sąsiednie działki, ulicę i chodnik, zapychając przy okazji studzienki.

Aż dziwne, że w dzisiejszych czasach, gdy obowiązuje tyle ustaw „śmieciowych” takie rzeczy są jeszcze możliwe. W praktyce karze się osoby, które pomylą rodzaje śmieci segregowanych, ale nie nakazuje się wywożenia ewidentnych śmieci z prywatnych działek. A wystarczyłoby zamówić ciężarówkę i zafundować sobie choćby taki wynajem koparko ładowarki Wrocław, żeby całą ziemię i gruz wywieźć na wydzielone śmietnisko i uporządkować działkę.

Sytuacja przypomina mi trochę taką z mieszkaniem w bloku. Osoby, które mieszkają w domku jednorodzinnym dbają o niego i o jego otoczenie. Mieszkańcy bloków dbają o swoje mieszkania, ale wielu z nich nie dba o części wspólne. Dlatego mimo zatrudniania osób do sprzątania, na osiedlach często walają się papiery (żaden mieszkaniec domku jednorodzinnego nie rzuciłby tak śmieci), a ściany na korytarzach są popisane i brudne, mimo, że są dużo częściej malowane niż w domkach.

W opisywanym wyżej przypadku co prawda nie ma współwłasności, ale idę o zakład, że właściciele u siebie nie mają takiego syfu jak na działeczce trzymanej jako inwestycja na przyszłość gdzieś daleko od ich miejsca zamieszkania, którego nie widzi żaden ich sąsiad…