Kilka dni wolnego, w dużym stopniu w podróżach, sprawiło, że w czwartek wybrałam się na większe zakupy. Chciałam zrobić zapas rzeczy śniadaniowo – kolacyjnych i obiadowych, żeby było tak na szybko do zrobienia. Poszłam do marketu w galerii i ze zdziwieniem oglądałam bożonarodzeniowe gadżety wyeksponowane na półkach. Ponieważ w ostatnich dniach zrobiło się mroźno w nocy i nieprzyjemnie w dzień: wietrznie, deszczowo, zimno, do tego stopnia wpadłam w świąteczny nastrój, że… upiekłam pierniczki. Serio. Spacerując wieczorem z psem miałam wrażenie, że to święta Bożego Narodzenia, a nie Wszystkich Świętych, które w dodatku w ostatnich latach są ciepłe.
Całe szczęście, że chociaż niedziela była ciepła i można było bez opatulania się szalikami, czapkami i bez ubierania rękawiczek dokończyć odwiedzanie grobów. Albo wybrać na wycieczkę – jak kto wolał.
Zasadniczo taka pogoda jest strasznie przeziębieniowogenna, co już zaczynam odczuwać w rodzinie i wśród znajomych. Co chwilę rozmawiam z kimś mówiącym z zatkanym nosem. Dziecko także zostało już nafaszerowane specyfikami na uodpornienie. Oczywiście naturalnymi.
Na szczęście ten tydzień ma być dość ciepły. Na nieszczęście – ma być zimno i deszczowo w weekend. To chyba taka tradycja 11-listopadowa. Jakieś zimne prądy często wtedy zawiewają. Oby się to zmieniło, bo szkoda by było przesiedzieć w domu trzy wolne dni.
Tym bardziej, że przywiozłam od rodziców śliczną, stareńką szafeczkę do odnowienia i potrzebuję jednego przyzwoitego dnia, żebym mogła ją na dworze oszlifować. Co prawda machanie papierem ściernym jest czynnością dość rozgrzewającą, ale do szczegółów chcę użyć frezy do drewna, więc lepiej, żeby mi ręka nie zadrżała z zimna.
Marzyła by mi się też wycieczka gdzieś w góry, ale jeśli będzie deszczowo i wietrznie, to sobie z żalem odpuszczę. Przyjemność podziwiania widoków nie jest duża, kiedy te widoki zasłania mgła, strugi deszczu i kiedy trzeba chodzić po błocie i śliskich kamieniach. Pół biedy latem, kiedy jest ciepło, ale przy temperaturze niewiele na plusie jest po prostu nieprzyjemnie.
Chyba, że będzie ładniej gdzieś za granicą, gdzie szybko i tanio można dolecieć samolotem…
Bez względu na pogodę, wspaniale, że po całym wrześniu i październiku mamy dwa długie listopadowe weekendy 🙂
