Za tydzień dziecko wyjeżdża na kolonię, a my postanowiliśmy wykorzystać ten czas na odświeżenie jego pokoju. Będzie malowanie i przegląd zgromadzonych rzeczy, do którego przymierzam się od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie ma go na tyle dużo, żeby się zabrać za likwidację „archiwum”. To „archiwum” rozrosło się do wielkich gabarytów, biorąc pod uwagę gabaryty pokoju. Zresztą nic dziwnego. „Kolekcja” ma już swoje latka.
A rzeczona kolekcja to zbiór zabawek wszelkich, do których potomny pała sentymentem. Choć z racji wieku już się nimi nie bawi. O ile bowiem nie ma skrupułów w wyrzucaniu za małych ciuchów czy butów, o tyle żal mu starych samochodzików, robotów, piłek, maskotek, klocków, itd, itd.
Z drugiej jednak strony, co chwilę dochodzą nowe przedmioty „niezbędne” w jego wieku i już doprawdy nie ma gdzie tego upychać. Powiedziałam mu więc ostatnio, że jest już w takim wieku, że spokojnie mógłby się pozbyć resoraków (często uszkodzonych, obdrapanych, itd.). Uzyskałam zgodę na likwidację „kolekcji” poprzez wyrzucenie zniszczonych autek i oddanie ładnych małym dzieciom. Wyjątek stanowią trzy egzemplarze, które profilaktycznie odłożył w inne miejsce. No i git.
Przy tej też okazji chcę wymienić jedną komodę, której szuflady już są – jeśli nie pozarywane – to przynajmniej mocno ugniecione. Niewygodnie się je otwiera i zamyka. I jeszcze lampę, bo aż się o to prosi. Co prawda miałam nadzieję, że jako mieszkaniec własnego pokoju zaangażuje się w jej wybór, ale ponoć to nieistotny problem. Ważne, żeby nie była babska i żeby świeciła. Żadnych innych wymagań ani wytycznych nie dostałam. Zatem mam wolną rękę.
Pogoda też najwyraźniej sprzyja malowaniu, bo jest cieplutko, więc farba powinna szybko wyschnąć, a pokój się porządnie wywietrzyć. Jedynie wybrany kolor – butelkowa zieleń – kompletnie mi się nie podoba, ale zrobiłam głęboki wdech i stwierdziłam, że ostatecznie to nie mój pokój. Ja tego koloru tolerować nie muszę, a jak on się będzie w takiej ciemnicy źle czuł, to może na przyszłość chętniej posłucha rad.
A jak już będę miała z głowy malowanie i przegląd zgromadzonych rzeczy, to sobie chętnie odpocznę nad wodą. Bo niedawno, przez przypadek, jeżdżąc na rowerze po okolicy odkryłam cudowny zakątek. Idealny na rozłożenie kocyka i odpoczynek nad wodą, wśród szumiących, pachnących łąk.
